Wyjątkowo napięta atmosfera panuje na początku 2012 roku. Zamiast optymizmu, charakterystycznego dla nowego roku, coraz więcej obaw co on przyniesie. Wydaje się, że nie chodzi tym razem tylko o problemy finansowe kilku krajów, ale o załamanie się pewnej filozofii rozwoju, którą świat kierował się po upadku systemu komunistycznego. Za mało uświadamialiśmy sobie fakt, że za ten upadek trzeba będzie zapłacić, nawet przez społeczeństwa, które żyły w warunkach woln
Prezentujemy poniżej z niewielkimi skrótami pierwszy rozdział wydanej w br. przez wydawnictwo Bellona książki znanego amerykańskiego historyka Philipa Jenkisa: Wojny w imieniu Jezusa, (autora min. wydanej w 2009 roku przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagielońskiego Historii Stanów Zjednoczonych), opisującej najważniejsze spory teologiczne w historii chrześcijaństwa i ich wpływ na polityczną historię Europy, a nawet całego regionu, w którym rodziło się i rozwijało chrześcijaństwo.
W 449 roku czołowi ojcowie kościoła chrześcijańskiego zebrali się w Efezie w Azji Mniejszej, aby podjąć dyskusję nad naglącymi tematami teologicznymi. W decydującym momencie banda złożona z mnichów i żołnierzy przejęła kontrolę nad salą zgromadzeń i zmusiła biskupów do podpisania czystej płachty, którą następnie zwycięzcy wypełnili własnym stanowiskiem. Dokument wymierzono w patriarchę Konstantynopola Flawiana, jednego z trzech lub czterech najważniejszych dostojników kościelnych. Tłum mnichów krzyczący „Zarżnąć go!” rzucił się na Flawiana i pobił go tak dotkliwie, że ten zmarł kilka dni później1. Zajścia te były tak oburzające, że ostateczni zwycięzcy sporu chrystologicznego unieważnili cały sobór i jego postanowienia. Określono go mianem Latrocinium, co w przybliżeniu można przetłumaczyć jako „synod zbójecki”.
Z późniejszej historii znanych jest nam wiele epizodów, kiedy chrześcijanie uciekali się do przemocy, szczególnie względem wyznawców innych religii. W tym jednak przypadku spierające się strony zgadzały się w tak wielu kwestiach. Obie fakcje odwoływały się do tych samych pism, tej samej wizji kościoła i hierarchii, a w końcu do wspólnego przekonania, że Jezus Chrystus był Bogiem wcielonym, drugą osobą Trójcy Świętej. Kość niezgody prowadzącą do tak brutalnych konsekwencji stanowiły wątpliwości dotyczące natury Chrystusa. Przeciwnicy Flawiana i ich mnisie bojówki wierzyli, że Chrystus miał jedną naturę, zdominowaną przez boskość. Czuli, że poprzez niezdolność do zaakceptowania tej prawdy i dążenie do uznania dwóch natur Chrystusa, stronnicy Flawiana opowiedzieli się przeciw doktrynie chrześcijańskiej. W dosłownym sensie byli przekonani, że Flawian podzielił Chrystusa.
Z dzisiejszego punktu widzenia zachodzimy w głowę, jak to możliwe, że tak niezwykła fala agresji została uwolniona przez coś, co zdaje się zaledwie błahym sporem filozoficznym. Oczywiście moglibyśmy przyjąć, że interesujące nas debaty tyczyły się tak wyrafinowanych i wręcz przysłowiowych kwestii, jak liczba aniołów mogących usiąść na główce szpilki. W rzeczywistości jednak dotykały one paradoksu bardzo istotnego dla wiary chrześcijańskiej. Co konkretnie mogło doprowadzić do tak zapiekłej nienawiści? Chrześcijanie są zobowiązani wierzyć, że Bóg jest zarazem w pełni ludzki i w pełni boski, łatwo jednak zapędzić się w stronę tylko jednej z tych opcji. Możemy postrzegać Chrystusa tylko jako Boga, w którym to przypadku przestaje być człowiekiem i traci łączność z właściwym ludziom doświadczeniem, a tym samym staje się żyjącym w chmurach bóstwem na podobieństwo Zeusa czy Thora...