Wyjątkowo napięta atmosfera panuje na początku 2012 roku. Zamiast optymizmu, charakterystycznego dla nowego roku, coraz więcej obaw co on przyniesie. Wydaje się, że nie chodzi tym razem tylko o problemy finansowe kilku krajów, ale o załamanie się pewnej filozofii rozwoju, którą świat kierował się po upadku systemu komunistycznego. Za mało uświadamialiśmy sobie fakt, że za ten upadek trzeba będzie zapłacić, nawet przez społeczeństwa, które żyły w warunkach woln
Czy z perspektywy minionych 67 lat możemy w pełni ocenić znaczenie tych wydarzeń dla historii Polski? Na to pytanie niestety nie możemy uzyskać satysfakcjonującej odpowiedzi choćby z uwagi na niemożliwość uzyskania dostępu do dokumentów nie tylko sowieckich, ale i brytyjskich. Ponadto spór polityczny wokół tego co się stało w 1944 roku do dnia dzisiejszego nie wygasł mimo upływu tylu lat. O ile opór Polski przeciwko agresji niemieckiej w 1939 roku nie budzi wątpliwości nawet w świetle objawów oczywistej zdrady za strony naszych sojuszników i sygnalizowanych już przed wojną dowodów ich małej wiarygodności, jak choćby francuskie próby wykręcania się od zobowiązań, brytyjski machiavelizm w postaci tajnego protokółu ograniczającego pojęcie agresora wyłącznie do Niemiec i wreszcie katastrofalne w skutkach wymuszenie cofnięcia powszechnej mobilizacji, o tyle postawa rządu i władz krajowych w 1944 roku budzi ciągle kontrowersje.
Zacznijmy od faktów. Rząd polski stał na stanowisku całości terytorialnej przedwojennej Polski, było to w świetle prawa międzynarodowego, a szczególnie dwóch traktatów zawartych z Sowietami, tj. Traktatu Ryskiego i paktu o nieagresji z 1932 roku, jedyne stanowisko jakie formalnie mógł zająć. Postawę tę osłabiała treść umowy Sikorski – Majski zawartej w 1941 roku, która zostawiła Sowietom otwartą furtkę, ale ponieważ umowa ta nie dotyczyła imiennie sprawy granic ostatecznie można było ją pominąć. Sikorski uznał za niemożliwe zapytanie Stalina w rozmowie w której padła propozycja rewizji granic, o co konkretnie chodzi. Taka informacja udzielona w 1941 roku mogła służyć jako argument w późniejszych rozmowach, ale stało się jak się stało i zapewne nigdy nie dowiemy się jak rosły sowieckie apetyty w miarę odnoszonych sukcesów. Oczywiście wszystkie te dywagacje osadzone są w kontekście przyjętych z dobrą wiarą stosunków między dwoma suwerennymi państwami. Jednakże wystarczyło półtora roku i zwycięstwo stalingradzkie, ażeby stosunek sowiecki do sprawy polskiej powrócił na normalne tory zamiarów niezrealizowanych w 1920 roku na skutek klęski w wojnie z Polską. Jedyną szansą dla postawienia zapory przeciw tym zamiarom było dokonanie inwazji południowej Europy w 1943 roku nie we Włoszech, gdzie pomoc włoska okazała się iluzją, ale na Bałkanach. I tak zresztą inwazja włoska utknęła do końca wojny na przedgórzu alpejskim nie przynosząc żadnych strategicznych korzyści. Na Bałkanach natomiast dawała możliwość wkroczenia do Europy Środkowej przy znacznie szerszym froncie i wydajniejszej pomocy ze strony Grecji, Albanii, Jugosławii i Polski z możliwością włączenia Rumunii. Niedostatki sieci kolejowej przemawiały na korzyść aliantów posiadających kolosalną przewagę w transporcie samochodowym. Niestety Amerykanie, którzy decydowali o poczynaniach alianckich najwyraźniej preferowali interesy sowieckie i wpakowali się w but włoski, najłatwiejszy do obrony na wąskim froncie i zapłacili za to hekatombą ofiar pod Monte Cassino.